Strony

środa, 14 grudnia 2016

Od Noaha CD Diany

- Przejedziemy się po okolicy? - zapytała dziewczyna i popędziła swoją klacz.
- Jeżeli chcesz... Chociaż nie znam dokładnie tych terenów - powiedziałem i wzruszyłem ramionami, chociaż za pewne tego nie widziała z racji, że jechała przede mną.
- Damy radę. Jak coś to mamy telefony co nie? - powiedziała i odwracając głowę na chwilę do tyłu uśmiechnęła się.
- No okej... Ale jak się zgubimy to będzie twoja wina - burknąłem.
- Oj, nie bądź taki. Będzie fajnie - szybko dopowiedziała.
- Mam nadzieję - wymamrotałem pod nosem.
Już bez słowa jechaliśmy po prostu przed siebie. Powoli przemierzaliśmy okolice. Mijaliśmy różne tereny. Na początku były to jakieś pola. Jedne najprawdopodobniej do uprawy zboża. Inne przerobione na pastwiska. Wiedziałem to stąd, że znajdowało się na nich kilka osobników owiec. Następne było małe miasteczko, a na koniec minęliśmy las. Nagle zauważyłem, że z klaczą Diany dzieje się coś niedobrego. Zaczęła się robić coraz bardziej nerwowa. Tylko co mogło być tego przyczyną. Wtem przekonałem się. Z naprzeciwka najeżdżał samochód. Nagle Antazja poderwała się do góry stając "dęba". Zrzuciła przy tym z siebie Dianę. Stając już na nogach zerwała się i uciekła do lasu. Nie zwracając zbytnio uwagi na dziewczynę pogalopowałem od razu za klaczą. W takim stanie mogła sobie zrobić naprawdę wielką krzywdę...

Diana? BW się kłania... Następnym razem będzie dłuższe...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz