Sammy wybiegła prędko na dwór. Spoglądała w górę łapiąc drobne płatki śniegu na język i na ręce. Śnieżynki topniały zaraz po zetknięciu się z ciepłą skórą dziewczyny. Uśmiechnąłem się mimowolnie patrząc jak Samantha cieszy się niczym dziecko. Wyglądała tak uroczo. Śnieg zawirował na chłodnym podmuchu wiatru. Sam była bez czapki, co mogło skutkować katarem na następny dzień, więc założyłem jej swoją. Chwilę protestowała, ale w końcu uległa. Przez jeden bardzo krótki moment poczułem się jak rodzic. Dziewczyna oparła się o mnie plecami, a ja objąłem ją rękami i oparłem brodę na jej głowie. Staliśmy tak chwilkę podziwiając biały puch tańczący w żółtym świetle lamp. Nasze oddechy zmieniały się w parę wodną i rozpływały się z powietrzu. Do tego gwieździste niebo i ten śnieg sprawiały wrażenie jakby to zamiast mroźnych płatków spadały malutkie gwiazdki. W tym momencie przyszedł mi do głowy pewien pomysł.
- Zaraz wracam – rzuciłem puszczając zdezorientowaną
dziewczynę i uciekłem w najciemniejszą stronę
- Max? – Sammy rozejrzała się poszukując mnie wśród
ciemności
Odczekałem kilka sekund lepiąc w tym czasie śnieżkę.
Następnie podbiegłem do Sam wielkimi susami pokonując warstwę śniegu, który
przyjemnie chrzęścił pod butami. Nie udało mi się jej zaskoczyć od tyłu, ale i
tak trafiłem rzucając śnieżką.
- A masz! – krzyknąłem śmiejąc się jak dzieciak, zaskoczona
Sammy przez chwilę nie wiedziała co się stało, ale sekundę później już goniła
mnie ściskając w rękach swoją śnieżkę
- Osz ty! – usłyszałem za plecami, a w następnej chwili
bitwa rozpoczęła się na dobre
Później…
Zdyszani, mokrzy i roześmiani zawarliśmy po kilkunastu
minutach rozejm. Zziębnięte palce ciężko było zgiąć, śnieg wpadał za kołnierz kurtki,
a na dodatek burczało nam już w brzuchach. Podwinąłem rękaw odsłaniając zegarek
i z lekkim przerażeniem zdałem sobie sprawę, że kolacja kończy się za jakieś
piętnaście minut.
- Kolacja! – krzyknąłem w stronę Sam i obydwoje zerwaliśmy
się biegiem na stołówkę
Samson? :3 Krótkie xd
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz