Do akademii wróciliśmy jakieś dwie godziny przed ciszą nocną. Uznaliśmy, że nie pójdziemy na kolację. Byliśmy najedzeni posiłkiem w KFC. Weszliśmy do holu akademika. Porwałem wszystkie nasze torby z zakupami, jak przystało na faceta, nie zwracając uwagi na parsknięcia dziewczyny. Sammy za to otworzyła mi drzwi. Już zmierzałem w stronę schodów, kiedy Sam nagle zatrzymała się, czytając kolorowy plakat. Hm, mam wrażenie, że wcześniej go tutaj nie było. Stanąłem u boku dziewczyny i szybko przeczytałem informacje. Organizowano bal dla wszystkich uczniów Morgan University.
- Czyżbyś się wybierał? –
pierwsza odezwała się Sam i korzystając z mojej nieuwagi wyrywała mi dwie torby
- Nie brzmi najgorzej –
odpowiedziałem obdarzając ją karcącym spojrzeniem, na jej twarzy zakwitł
promienny uśmiech
- Zapraszasz kogoś? – ciągnęła dalej,
chyba już wiem co chciała mi przekazać
- Nie wiem... – zacząłem,
zamierzając zapytać ją czy nie chciałaby się ze mną wybrać, ale ona przerwała
mi uśmiechając się łobuzersko
- W takim razie nie rób sobie
planów, od tej chwili jesteś już zaklepany. O ile nie masz zielonego garnituru.
Nie masz prawda?
- Hej! A może już jestem
zaklepany? – powiedziałem z trudem powstrzymując śmiech, Sam spojrzała na mnie
z naciskiem, a iskierki w jej oczach jakby na chwilę przygasły – I nie, nie mam
zielonego garnituru.
- To z kim idziesz? – zapytała sucho
jakby chciała ukryć rozczarowanie i zaczęła wspinać się już po schodach nie
czekają na mnie
- Z dziewczyną. Wiesz, ona jest
bardzo ładna. Nawet się z nią dzisiaj spotkałem. Ma piękne oczy i
najśliczniejszy uśmiech pod słońcem. – zerknąłem na posmutniałą Sam i
rozciągnąłem powoli usta w uśmiechu przy wypowiadaniu następnych słów – Jest
dumną właścicielką utalentowanego karosza. Jej imię zaczyna się na S, a kończy
na A. Zgadniesz kto to?
Już myślałem, że wszystko
zepsułem, ale Sammy zatrzymała się odwracając gwałtownie twarz w moją stronę.
Rozwiązanie tej banalnej zagadki nie zajęło jej nawet pół sekundy. W jej oczach
zapłonęła radość i… Ulga? Pacnęła mnie w ramię śmiejąc się głośno.
- Nie rób tak więcej! Myślałam,
że mówisz poważnie. – skarciła mnie
- Ja? Poważy? – parsknąłem i usiłowałem
wyrwać jej te dwie torby, jednak Sam zacisnęła mocniej palce
Do naszych pokoi doszliśmy dalej
w milczeniu. Idąc wzdłuż korytarza i patrząc w szpary pod drzwiami zauważyłem,
że tylko w jednym pokoju świeciło się światło. Znaczyło to, że wróciła tylko
jedna osoba, a reszty nadal nie ma. Potrzymałem zakupy Sam podczas gdy ona
szukała klucza w torebce. No tak, damskie torebki. Wszystko się do nich mieści.
Czy one w ogóle mają jakieś dno?
- Czekaj skoczę po latarkę do
mojego pokoju i może to ułatwi ci szukanie, hm? – nachyliłem się uśmiechając
się złośliwie
- Nie, nie trzeba. Już mam –
Sammy pomachała mi kluczem przed oczami pokazując język
Otworzyła drzwi i weszła do
środka. Położyłem jej zakupy na podłodze obok komody zapełnionej fotografiami i
figurkami.
- To ja zmykam. – przerwałem ciszę
Dziewczyna podeszła pod drzwi i
przytuliła mnie na pożegnanie, na co również odpowiedziałem uściskiem, czując
słodki zapach perfum. Spojrzeliśmy sobie przeciągle w oczy. Staliśmy tak blisko
siebie, że niemal czułem jej oddech na twarzy.
- Do jutra, panno Garcia –
posłałem jej ostatni uśmiech, odchodząc w głąb korytarza
- Do jutra, panie Watson. –
odparła, chowając się za drzwiami
Do pokoju wróciłem z ogromnym
bananem na twarzy i rumieńcem. Zatrzasnąłem drzwi i oparłem się o nie plecami.
Tkwiłem tak kilka chwil aż poczułem gorąco. Zapomniałem, że wciąż mam na sobie
kurtkę. Zdjąłem ją czym prędzej i odwiesiłem na wieszak. Ściągnąłem również
buty, a zakupy rzuciłem na łóżko. Poczułem nagłą chęć zagrania na skrzypcach.
Wiecie, kiedy wena się pojawia trzeba korzystać. Wyciągnąłem instrument i
ustawiłem pulpit. Przekartkowałem nuty i znalazłem odpowiedni utwór. To była
wersja na skrzypce piosenki Radioactive od Imagine Dragons (klik). Położyłem palce na strunach i przyłożyłem do nich smyczek. Zagrałem pierwsze trzy linijki prawie nie patrząc w nuty. Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
Sammy? 🎶 :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz