Szybko się ubrałam. Szczerze mówiąc to wzięłam to co było na samym wierzchu w szafie. Do tego adidasy, no i pognałam do stajni. Nie wiedziałam czy zastanę tam Quinlan, ale taką miałam nadzieję. Nagle ujrzałam jak jakaś dziewczyna jest bezpośrednio pod przednimi, podniesionymi kopytami swojego konia. Owym koniem okazała się GrayRose, ale dziewczyny nie znałam. To znaczy... Ona po prostu trzymała klacz za lonżę podczas gdy ta stała dęba.
Nagle podbiegła Quinlan i odrzuciła na bok tamtą dziewczynę.
-To moja klacz! Nie macie prawa mi jej zabrać tylko dlatego, że nie chcę pracować z jakimś głupim kolesiem! - zawołała fioletowowłosa.
Podeszłam bliżej. To nie była dziewczyna. To była pani Layla. I to ona także kłóciła się z Quinn jeszcze przed chwilą.
-Co się dzieje? - zapytałam.
Quinn? Brak weny... Tam tam tam :-/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz