Strony

niedziela, 25 grudnia 2016

Od Mary C.D. Cole'a

Poszliśmy do swoich pokoi.
***
Bogu dzięki... Dzisiaj wigilia. Za dwa dni jadę z powrotem do domu, tak samo jak reszta i wracam tu za tydzień. Czemu nie jadę już dzisiaj? Otóż postanowiłam spędzić te dwa dni z Cole'em i resztą uczniów którzy jeszcze trochę tu zostają. Eli wszystko to już wcześniej ustalała z tatą, no a Alec postanowił że specjalnie zarezerwuje lot do Polski na 27 żebym ze wszystkim zdążyła. Cieszyłam się że tak o mnie dbają. Brakowało mi tu jednak matczynego ciepła... No i obu bliźniaczek. Mama łagodziła złości taty, a on potrafił skutecznie jej czegoś odmawiać. Byli niczym jedno. Osobno... Już nie byli tacy sami. A przynajmniej ojciec. Postanowiłam już teraz iść do Cinque i Haru, żeby później wreszcie mieć wolne. To znaczy, żeby mieć czas dla Cole'a. Głównie po to przecież tu zostaję na tak długo.
***
Dwie krótkie sesje plus tor cross'owy powinien obu wystarczyć. Przebrałam się i zapukałam w drzwi domu rodziny Stewart'ów. Miałam nadzieję że nie trafię na pana Sam'a. Ale to była tylko nadzieja. Bo zatrzasnął mi drzwi przed nosem. Czemu? Już piszę.

*w szpitalu, rozmowa Mary i Sam'a Stewart'a*

-Tego nie przełknę. Masz już nigdy więcej się z nim nie widywać. A teraz idź. Idź już sobie bo nie chcę cię widzieć na oczy! - wrzeszczał, a kilka przechodniów popatrzyło na niego z ukosa.
Nie płakałam. Powstrzymałam łzy i po prostu zbiegłam na dół. Nie miałam ochoty stosować się do słów tego człowieka. Bo był on bez serca.

Cole?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz