Strony

wtorek, 27 grudnia 2016

Od Malii do Jacksona

Droga nie trwała zbyt długo -raptem dwie godzinki.
Kiedy dotarłam na miejsce, od razu zabrałam się za wyprowadzenie Banshee z przyczepy. Klacz nerwowo wyszła z przyczepy i lekko odskoczyła, szarpnąwszy mnie przy tym lekko. Na moje szczęście udało mi się ją utrzymać. Zaczęłam prowadzić ją do stajni. Nie obeszło by się, gdyby ktoś nie wyszedł nam na powitanie.
- Witaj Malio. Jestem Sam Stewart. Pozwól, że pokażę Ci gdzie jest boks twojej klaczy. -powiedział i zaczął kierować się do stajni
Wraz z Banshee, poszłyśmy za nim. W pewnym momencie mężczyzna się zatrzymał i otworzył drzwi do jednego z boksów.
- To tutaj. -powiedział
- Dziękuję. -odparłam
Zamknęłam drzwi boksu i wróciłam do auta. Musiałam je przeparkować, co zajęło mi pół minuty. Wzięłam swoje bagaże i wraz z panem Stewartem udaliśmy się do portierni, gdzie zostały mi wydane klucze. Odnalazłam swój pokój i bez wahania zajęłam wolne łóżko i komodę tuż obok niego. Szybko się rozpakowałam, bo już za chwilę miałam zejść na stołówkę, gdyż wszyscy uczniowie są na obiedzie. Weszłam na stołówkę i zaczęłam wzrokiem szukać jakiegoś wolnego miejsca. Zauważyłam pusty stolik przy jednej ze ścian, ucieszyłam się i poszłam po jedzenie. Usiadłam przy wolnym stoliku i zaczęłam smętnie grzebać łyżką w zupie. Drugie danie było o wiele lepsze, dawno nie jadłam tak dobrze przyprawionej karkówki. Była pyszna. Po skończonym obiedzie, rozejrzałam się bacznie dookoła, bo czułam czyjś wzrok na sobie. Faktycznie.. Ktoś na mnie patrzył, a moje przeczucie się nie myliło. Był to przystojny mężczyzna. Stał oparty o futrynę drzwi i akurat gryzł jabłko 


Przez cały czas jego wzrok spoczywał na mnie. W końcu nie wytrzymałam. Zerwałam się z miejsca i pewnym siebie krokiem podeszłam do chłopaka.
- Czego ode mnie chcesz? -spytałam i zmarszczyłam brwi

<Jackson?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz