Strony

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Od Jennifer - eliminacje na stopień zaawansowany

Godzina 6.00. Szybko ubrałam się i popędziłam do Blanc. Dziś był czwartek, a więc bez treningów. Na szczęście ściągnęli mi już szwy , i jest dobrze.  Bez pukania wpadłam do jej pokoju. Nie zdawałam sobie sprawy, że śpi. Gdy zjawiłam się obok niej zsunęła się na podłogę.
-Co się tak cieszysz?-Zapytała
-Jutro mam egzamin, na stopień zaawansowany!- Tańczyłam swój taniec szczęścia przed nieświadomą dziewczyną.
-Wow! Gratuluję! - Uśmiechnęła się
-Dziś potrenuję z Picololo skoki,  nie chcę męczyć Primy - Odwzajemniłam gest.
-A jak cross?-Zapytała bujając się na krześle, na które dostała się niezauważalnie.
-Wspaniale! Prima doskonale radzi sobie z przeszkodami w terenie.
Pożegnałyśmy się i pobiegłam do siebie. Usnęłam na krześle a gdy się spostrzegłam była już 7.40.
Ubrałam czarną bluzę i pobiegłam na lekcje.
~~ Po lekcjach ~~
Niczym w skowronkach pobiegłam do stajni. Prima zaciekawiona  wpatrywała się w kolegę, którego właśnie siodłałam. Zaprowadziłam go na halę, gdzie były przeszkody.  Wszystko szło dobrze. Nie czułam się pewnie na stacjonacie z hydrą. Po kilku skokach przez tą przeszkodę nabrałam pewności, i mogłam już odstawić Picololo do boksu. Teraz tylko czekać na następny dzień...
~~Następnego dnia~~
Irytujący budzik w moim telefonie dał o sobie znać. Czwarta nad ranem Leniwie przeciągnęłam się, wlepiając swój wzrok w sufit. Dziś egzamin. Zerwałam się na równe nogi i podeszłam do wieszaka. Marynarka i białe bryczesy oraz oficerki. Wszystko było gotowe. Powoli weszłam do łazienki. Moje włosy zdawały się być jakimś zapuszczonym ogrodem. Szybko ujęłam szczotkę i starałam się uporządkować ten artystyczny bałagan. Po niespełna 5 minutach moje włosy były już związane w kok. Jeszcze półtorej godziny do egzaminu. Założyłam na siebie białe bryczesy i czarną marynarkę. Ostatnie pociągnięcia szmatką po oficerkach i byłam gotowa.Złapałam za kask i wolnym krokiem ruszyłam do wyjścia. wyminęłam się z Blanką, która życzyła mi szczęścia. Przyda się ... Gdy doszłam do stajni Prima już czekała.  Była tak samo zestresowana jak ja. Nie mogłam na to pozwolić. Pogłaskałam ją i czule objęłam.
Następnie udałam się po szczotki i sprzęt, który tak pilnie czyściłam. Oczyściłam sierść klaczy z kurzu oraz zaklejek, rozczesałam grzywę oraz ogon oraz wyczyściłam kopyta . Byłam bardzo zestresowana, ale moje zdenerwowanie nie mogło odbić się na Primie. Zaplotłam jej koreczki i westchnęłam głęboko. Ruszyłam do siodlarni po sprzęt , który tak pilnie czyściłam. Ochraniacze, kaloszki, czaprak , podkładka , siodło , ogłowie i nauszniki. Zacisnęłam rękę na wodzach i spojrzałam na zegarek. Pierwsze miały być skoki. Ujęłam wodze i ruszyłam w stronę parkuru. Dosiadłam Primy i spojrzałam na jury. Starsza kobieta skinęła głową na znak, że mogę zacząć. Przyspieszyłam do galopu i skierowałam klacz na pierwszą przeszkodę jaką był okser o wysokości dość małej , bo 80 cm. Prima pokonała ją bez zbędnego wysiłku. Następna była stacjonata . Również pokonałyśmy ją bezbłędnie. Dostrzegłam doublebarre. Przez chwilę klacz zawahała się, jednak przeskoczyła za co byłam jej wdzięczna. Triplebarre znajdował się tuż przed nami. Byłam pewna , że go pokonamy. I udało się!  Po kilku przeszkodach ujrzałam stacjonatę z hydrą. Gdy Prima skoczyła, zdawało mi się , że leci. Pokonałyśmy cały tor w najlepszym czasie i bez błędów. jury podziękowali i udali się gdzieś. Ja zaś miałam się przygotować na cross. Szybko zmieniłam spocony czaprak klaczy na świeży i popędziłyśmy na tor crossowy. Rzuciłam tylko okiem na tor złożony z kilku przeszkód. Jury dało znak do startu. Popędziłam klacz do szybkiego galopu i wjechałyśmy w las. Pierwszy był stół, który pokonałyśmy bezbłędnie. Prima pędziła niczym torpeda. Kolejna była hydra, bałam się trochę, że nie przeskoczymy, lecz udało się. Od mety dzieliło nas zaledwie 100 m.  Prim pokonała szweda i bankiet o wysokości jakichś 120 cm. Dobiegłyśmy do mety w czasie lepszym od poprzednich o 13 sekund. Byłam dumna z mojej kochanej. Przez chwilę kobieta o czymś szeptała ale już po chwili wstała i podeszła do mnie.
-Gratuluję, zdałaś- Uśmiechnęła się kobieta i podarowała mi papiery. Byłam taka szczęśliwa. Wtuliłam się w grzywie Primy i zaprowadziłam ją do stajni z bananem na ryjku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz