Strony

sobota, 24 grudnia 2016

Od Cole'a CD Mary

Dziewczyna stanęła w drzwiach uśmiechnięta. Miała na sobie czarną sukienkę. Wyglądała ślicznie.
- Ładnie wyglądasz- powiedziałem z uśmiechem
- Dzięki. Ty też niczego sobie- odparła
Po chwili dziewczyna zbliżyła swoje usta do moich. Znów ulotna i miła chwila.

Weszliśmy na salę. Nie było tłoczno. Za to sala była świetnie udekorowana. Usiedliśmy z Marą przy jednym ze stolików.
- Napijesz się czegoś?- spytałem
Dziewczyna pokręciłam głową.
Powoli, powoli zaczęli zbierać się ludzie i przybywało ich coraz więcej. W końcu DJ pościł jakaś muzykę. Mara opuściła mnie na chwilę, aby porozmawiać z Bellą.

Podszedłem do Mary gdy z głośników popłynęła wolna i miarową muzyka. Bella była z... Luke'em? Chyba tak.
- Chciałabyś zatańczyć?- spytałem i wyciągnąłem rękę w stronę dziewczyny
Mara spojrzała na mnie z uśmiechem.
Chwilę później byliśmy już na środku parkietu.

Staliśmy przy stole z przekąskami i napojami. Trzymałem w ręku, Mara zresztą też, kieliszek szmpansko i patrzeliśmy na inne pary tańczące na parkiecie. Nagle w mojej kieszeni zaczął wibrować telfon. Wyciągnąłem go. Na wyświetlaczu zobaczyłem kilka nieodebranych połączeń od mojego ojca. To połączenie nie mogło być od nikogo innego. Było wpół do dwunastej.
- Przepraszam, mój ojciec mnie nęka- zaśmiałem się- Wyjdę na chwilę na zewnątrz- odparłem w stronę Mary
Albo coś przeskrobałem albo... No właśnie albo co? Aż sam nie mogłem się domyślić co to by mogło być innego.
Odebrałem w końcu, jeszcze nie wiedziałem, ale wiadomości nie miały być dobre. Mój ojciec, jak zawsze w takich sytuacjach, zachowywał spokój i kamienny wyraz twarzy, przynajmniej tak sądziłem. Gdy moja matka wracała z miasteczka, wpadła w poślizg i uderzyła w inne auto, które nadjeżdżały z naprzeciwka i dosyć sporà prędkością. Ojciec czepiał się czemu nie odbierałem, ale gdy wytłumaczyłem mu, że większość uczniów, i to spora większość, jest na balu, odpóścił. Matka leżała w szpitalu. Musiałem tam jechać. Rozłączyłem się i obiecałem, że przyjadę jak najszybciej. Wróciłem na sale balową. Okazało się, że chwilę zeszła mi pogadanka z ojcem.
- Muszę jechać do szpitala- zacząłem
Mara nagle się ożywiła.
- Moja matka miała wypadek i leży w ciężkim stanie w szpitalu- dokończyłem
- Jadę z tobą- odparła od razu
- Ale...- chciałem zaprotestować, bo czemu niby Mara miałaby sobie psuć wieczór?
- Żadnego ale... Muszę tylko wejść po jakaś kurtkę czy coś. Ty zreszta pewnie musisz wziąść kluczyki- odparła
Zauważyłem, że nie ma sensu się z nią kłucić. Otworzyłem jej drzwi od sali. Wyszliśmy, a każde z nas poszło w stronę swoich pokoi.

-Co tak właściwie się stało?- spytała Mara gdy byliśmy w drodze
- Wpadła w poślizg i uderzyła w inne auto- odparłem
Ja sam musiałem uważać, aby przypadkiem nas nie zniosło. Było wyjątkowo ślisko.

Mara? Takie bardzo dziwne. Przynajmniej początek :/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz