Strony

niedziela, 25 grudnia 2016

Od Caroline cd. Jace`a

Zamknęłam boks od swojego konia i podeszłam bliżej do ogiera chłopaka, który nerwowo potrząsał łbem. Na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
-Mogę?- spytałam się chłopaka, który po chwili zastanowienia kiwnął głową.
Wyciągnęłam rękę do przodu i znieruchomiałam. Koń powoli zbliżył swoje rozszerzone chrapy, wąchając moją dłoń. Musiała pachnąć wanilia, ponieważ przed wyjściem pokremowałam je swoim kremem.
-Śliczny jesteś- w uśmiechu widać było rząd śnieżnobiałych zębów.
Oczywiście chwilę musiał zaprzestać Rashaano, który z zazdrości zaczął kopać w drzwi boksu i wymachując łbem, parskał niespokojnie.
-Rash, dosyć- odwróciłam się w stronę ogiera, który tylko odwrócił oczy, nie przestając odwalać numerów- Mogę pojechać z tobą w teren. Immortal...- przeczytałam z tabliczki- musi się wyszumieć, a mój...- skierowałam spojrzenie na swojego dzikusa- ochłonąć. Znaczy nie namawiam- uniosłam ręce do góry i unosząc oczy na chłopaka. W tym czasie twoja siostra załatwi pokój i zapewne zaprowadzi do niego- oparłam się o drzwiczki boksu.
-Szczerze mówiąc... nie jest to taki zły pomysł. Poznam okolicę- Jace przejechał ręką po karku.
-W takim razie ubiorę tylko mojego diabełka- uniosłam do góry siodło i podeszłam do Rashaano. Oczywiście obrażony książę utrudniał całą sytuację. Czasem nie wierzyłam, że potrafi się zachowywać jak człowiek. O nałożeniu ogłowia nawet nie było mowy. Było to nie małym wyzwaniem. Nawet zapięcie zwyczajnych sprzączek nachrapników.
-Wybacz, że musisz czekać- odezwałam się po pewnym czasie, widząc jak chłopak skończył ubierać swojego konia- Czasem nie mam sił na tego konia- założyłam toczek i stanęłam tuż przed pyskiem ogiera- Dasz sobie założyć w końcu czy nie? Obydwoje wiemy, że chcesz się wyszaleć. Sprawdzimy kto jest bardziej uparty- ogier opuścił głowę, aczkolwiek z jego reakcji było doskonale widać niezadowolenie.
W końcu byliśmy gotowi. Chwyciłam Rashaano za wodze i wyprowadziłam na zewnątrz.
-Twoja siostra nie będzie się martwić?- spytałam, wsiadając na konia.
-Coś ty. Pewnie będzie szczęśliwa, że ma ostatnie chwile wolnego ode mnie- chłopak ściągnął wodze aby wstrzymać na chwilę swojego ogiera.
-Nie dziwię jej się. Ja też byłabym szczęśliwa gdyby mój starszy brat zajął się czymś innym niż wypominanie mi co źle robię i innych tego typu rzeczy- uniosłam brwi do góry, podciągając popręg i automatycznie przypominając sobie o nieodebranym połączeniu od William`a. Zadzwonię później, trudno. Niech czeka. Godzinka go nie zbawi.
-Znam fajną drogę na ciekawy teren. Co prawda jestem tu również od niedawna, ale zdążyłam się zapoznać z kilkoma dróżkami- poklepałam wierzchowca po szyi i posłałam uśmiech w kierunku Jace`a.

Jace?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz