Strony

sobota, 10 grudnia 2016

Od Belli cd. Noaha

Poddałam się, leki były silniejsze. Gapiłam się pusto w podłogę. Mogłam mu powiedzieć, że leki uspokajające źle na mnie działają. A teraz przez kilka dni będę miała problemy z myśleniem, chodzeniem, mówieniem, ale najgorsze jest to, że to wprowadziło mnie w stan depresji. Proszę, błagam, niech mnie powstrzyma przed kupnem żyletki... W końcu do sali wszedł lekarz. Przeprowadził wszelkie badania w różnych salach, aż w końcu stwierdził, że jestem całkowicie zdrowa. Poza tym, że mam zadrapane całe plecy nic mi nie jest. Pozwolił mi wrócić do "domu". Poszłam na świerze powietrze. Niestety były tam schody.
- Kurwa... - szepnęłam bo nie potrafiłam zrobić kroku, brodziłam tylko nogą w powietrzu.
Chłopak natomiast patrzył się na mnie ze zdziwieniem. Potrząsnęłam głową, aż w końcu mi się zakręcił zbyt mocno i wycofując się wpadłam na niego.
- Mogę spytać, co ty robisz? - złapał mnie i postawił na nogi.
- Próbuje zejść ze schodów, ale przez ten środek, który będzie mi się objawiał przez kilka dni, nie potrafię! - prawie krzyknęłam mówiąc to na jednym tchu.
Wkurzona, a wręcz wkurwiona poszłam ścieżką dla inwalidów. Mimo, że to również sprawiało mi problemy, to jednak było łatwiej. Wsiedliśmy na motor i ruszyliśmy, tym razem w stronę akademii. W końcu dotarliśmy. Ruszyłam do akademika. Zapomniałam, schody. Brodziłam znów bez sensu w powietrzu, aż w końcu się poddałam. Usiadłam na ziemi. Próbowałam skrzyżować nogi, ale nawet to mi się nie udawało. Poczułam jak coś, albo ktoś podnosi mnie w górę. Wystraszyło mnie to, bo kiedyś ktoś chciał mnie tak wielokrotnie zabił. Przeszły mnie ciarki, a ja się spięłam. Nie minęła minuta, a już przemierzyłam schody. Poczułam, że jestem opuszczana na ziemie. Co za ulga, żyje...! Spojrzałam się prosto w oczy "wybawcy", ale chwile później poczułam zażenowanie i odwróciłam wzrok. Chciałam otworzyć drzwi, ale kurwa nawet ręce nie chciały się mnie słuchać. Wkurzyłam się i próbowałam je kopnąć, ale znów brodziłam w powietrzu. Już trzeci raz w tym dniu! Coraz gorzej ze mną. Chłopak najwyraźniej poczuł moje zmęczenie i otworzył drzwi. Weszłam do budynku i skierowałam się do siebie. Noah poszedł w drugą stronę i zostawił mnie samą. Stanęłam przed drzwiami mojego lokum i szukałam kluczy w kieszeni. Zawiodłam się bo ich nie znalazłam... Musiały zostać gdzieś w miejscu wypadku. Położyłam się na ziemi i wpatrywałam się pusto w podłogę jak umierające zwierzę. Nie to, że umierałam, ale byłam wyczerpana.

Noah?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz