Strony

czwartek, 22 grudnia 2016

Od Belli cd. Mary

Wczoraj wprowadziłam Jokera do boksu. Robiło się coraz zimniej na dworze, więc mimo jego sprzeciwu nie mogłam ryzykować, że zachoruje. Weszłam do stajni. Zauważyłam, że Mara jest przy boksie Apolla.
- Idę po Jokera, trzymaj za mnie kciuki i lepiej nie podchodź, ok?
Dziewczyna skinęła głową, a ja ruszyłam do najbardziej oddalonego i największego boksu. Nie mogłam również narażać stajni na szkody. Nie chciałam, aby ogier coś brutalnie zniszczył. Rzucił mi się w oczy znany pysk. Kiedy podeszłam bliżej, koń się cofnął na sam tył boksu. Zasmuciło mnie to, więc wyjęłam z kieszeni kostkę cukru i przeszłam powoli ponad drzwiami boksu. Wyciągnęłam rękę z przysmakiem. Po chwili koń delikatnie wyciągrął szyję i powąchał cukier. Nawet nie ruszył się z miejsca. Był wystraszony. Zjadł cukier i powoli się zbliżył. Trącił moją kieszeń, a ja zaśmiałam się cicho. Cieszył mnie ten postęp. Kiedy chciałam wprowadzić go do boksu zaczął mnie gonić, ale na szczęście nie dawałam za wygraną. Po dwóch godzinach udało mi się go złapać. Z kieszeni wyjęłam marchew pokrojoną na kawałki i dałam mu po jednym na kilka sekund, aż zabrakło mi jej. Pogłaskałam konia po pusku, ale nie był jeszcze ufny, więc nie liczyłam na cud. Odsunął się i skubał siano. Myślałam, że na razie nic nie będzie jadł, ale zioła na szczęście pomogły. Po chwili usłyszałam czyjś podniesiony głos i ciche rżenie jednego konia.

Mara? :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz