Zsiadłam z konia, a Mara zaraz po mnie. Ruszyłam do głowy Księcia.
- No dobrze maluchu. Poprowadzisz nas teraz ładnie do domku, prawda? - szepnęłam, a koń parsknął cicho w odpowiedzi. - Grzeczny konik.
Wsiadłam spowrotem w siodło i dałam Księciu luźne wodze. Pospieszyłam go do kłusu i ruszyliśmy razem z Marą w stronę stajni. Po niecałych dziesięciu minutach byliśmy na miejscu. Okazało się, że nie byłyśmy aż tak daleko od akademii. Od razu po powrocie wróciłam do Jokera. Przed jego boksem powiesiłam skrzynkę z ziołami. Otworzyłam ją i wzięłam buteleczkę z środkiem do masarzu. Wlałam kilka kropel na rękę i roztarłam o drugą. Koń kładł po sobie uszy, co znaczyło, że nie jest w dobrym nastroju. Przeszłam ponad drzwiczkami boksu, bo gdybym je otworzyła byłoby to ryzykiem. Podeszłam do konia i zaczęłam kreślić kółka na jego ciele. Z chwilami się uspokajał.
***
Po około godzinie koń odpuścił i siedzieliśmy naprzeciwko siebie. Do tej części stajni weszła Mara.
- Hej, nie siedzisz tu za długo? - spytała, a koń natychmiast wstał i zaczął dębować. Uspokoiłam go, ale wciąż kładł uszy po sobie. Posłałam Marze spojrzenie pełne współczucia.
Maruś? Przepraszam, że tak długo czekałaś, ale to wszystko przez sen xd
***
Po około godzinie koń odpuścił i siedzieliśmy naprzeciwko siebie. Do tej części stajni weszła Mara.
- Hej, nie siedzisz tu za długo? - spytała, a koń natychmiast wstał i zaczął dębować. Uspokoiłam go, ale wciąż kładł uszy po sobie. Posłałam Marze spojrzenie pełne współczucia.
Maruś? Przepraszam, że tak długo czekałaś, ale to wszystko przez sen xd

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz