Strony

wtorek, 29 sierpnia 2017

Od Harry'ego cd. Isabelle

- Ja... Bo ty... Em... Jedziesz do rodziny, myślę, że nie powinienem... - wyjąkałem, nie mogąc się zebrać na pełną odpowiedz.
Nie chcę sam wracać do Morgan Univeristy. Niall wyjechał, a ja zostałbym tam całkiem sam, chociaż nie to mi najbardziej przeszkadzało. Fakt, że Issy znajdowałaby się kilkanaście tysięcy kilometrów ode mnie, był najgorszy. Gdyby poleciała do Australii na kilka dni, jakoś bym to przeżył, ale na litość boską, to będzie liczone w tygodniach, a nie dniach! Nawet nie wie, czy wróci na rozpoczęcie roku!
- Harry, gdybym nie chciała żebyś jechał, to nawet bym ci tego nie proponowała. - Wywróciła oczami, smyrając mnie palcami po ramieniu. - To jak? Będziesz mi towarzyszył?
- Skoro proponujesz. - Uśmiechnąłem się szeroko.
- Musimy załatwić ci bilet, skarbie. - Odwzajemniła uśmiech i pstryknęła mnie w nos.
W ciszy dokończyliśmy śniadanie, a ja czekałem tylko, żeby wziąć telefon i zarezerwować bilet przez internet. Nie mogłem pokazać Issy jak bardzo się cieszę, że jadę z nią. Mogłaby uznać to za dziwne, chociaż.. spędziła ze mną już wystarczająco dużo czasu, żeby wiedzieć, że bywam dziwny.
Chciałem kupić jeszcze jeden garnitur, ale tym razem miała mi w tym pomóc Isabelle. Mam już trzy, ale żaden za bardzo nie przypadł mi do gustu. W trakcie drogi odbyliśmy niezłą kłótnie o to, gdzie pójdziemy najpierw. Czy na kawę, czy po garnitur. Ja oczywiście byłem za tym drugim, ale Issy nie sposób przegadać. Wszystko poszłoby wedle planu, gdyby nie ogromna ilość ludzi, która najpewniej czekała tu na mnie. Gdy tylko kilkoro z nich mnie dostrzegło, ruszyli w moją stronę.
- Powodzenia, pójdę nam zamówić kawę, kochanie. - Uśmiechnęła się uroczo i puściła mi buziaka w powietrzu.
Dziewczyna zawsze uważnie podkreślała słowa, jakimi się do mnie zwracała, chcąc dać mi do zrozumienia, że cały czas pamięta o zakładzie. Nie mam zielonego pojęcia, jakim cudem go wygrałem. To było cholernie trudne, tyle razy korciło mnie, żeby powiedzieć to durne słowo recepcjonista. Teraz już mogę!
Tłum bez problemu mnie otoczył, nie dając mi zbyt dużego widoku. Zauważyłem jedynie, do której z kawiarni kieruje się Issy. Mam nadzieję, że szybko do niej dołączę, a moja kawa nie zdąży w tym czasie wystygnąć. Wokół mnie zgromadziło się wiele osób i z każdej strony słyszałem moje imię. Niektórzy tylko zrobili zdjęcie i się zmywali, inni chcieli jeszcze autograf, a nieliczni zadawali pytania. Oczywiście nie zabrakło tych o tajemniczą dziewczynę, z którą przyleciałem do Paryża. W większości odpowiadałem, że to wakacyjny wyjazd z koleżanką z mojej szkoły, bo co innego miałem im powiedzieć? "To moja przyjaciółka, ale podoba mi się. Pewnie nic z tego nie wyjdzie, ale bardzo mi na niej zależy." Ohoho, Harold. Cóż za wyznania. Chyba najciężej jest mi to przyznać przed samym sobą i kompletnie nie wiem dlaczego.
Kątem oka zauważyłem, jak Isabelle pospiesznie wychodzi z kawiarni. Dziewczyna rozejrzała się dookoła, wyglądała na bardzo przestraszoną. Szybko przedarłem się przez tłum, który ani nie myślał mnie przepuścić. Z każdej strony ktoś prosił mnie o zdjęcie, albo wręcz podtykał aparat, czy telefon pod sam nos. Przeprosiłem, mówiąc, że się spieszę, że przez jakiś czas będę się tu pojawiał, ale to i tak było na nic. Starałem się za wszelką cenę nie stracić z oczu Isabelle, a gdy tylko jakimś cudem udało mi się wydostać z tłumu, dziewczyna również mnie zauważyła.
- Wszystko w porządku? - zawołałem już z daleka.
Isabelle podbiegła i bez słowa się do mnie przytuliła. Miała niespokojny, przyspieszony oddech i cała się trzęsła, naprawdę zacząłem się o nią bać.
- Isabelle, co się stało? - spytałem, przytulając ją mocno.
- Ja.. ja widziałam go, o.. on tam był - wyjąkała. - Mam już dość. Nie wytrzymam tego dłużej.
- Widziałaś twojego ojca?
- Tak, był tam. Wszedł do kawiarni chwilę po mnie.
- Myślisz, że wszedł tam przypadkiem? Śledził cię? - spytałem, gładząc ją po plecach.
- J-ja.. ja nie wiem. Musiał wiedzieć, że tam jestem.
- Idziemy stąd, wracamy do hotelu - westchnąłem, łapiąc dziewczynę za rękę i kierując w stronę chodnika.
Isabelle powiedziała mi, że jej ojciec przyszedł do hotelu. Na początku trochę mnie zdenerwował fakt, że mi tego nie powiedziała, ale nie miałem jej tego za złe. To wszystko posunęło się już zdecydowanie zbyt daleko. Ten człowiek nie zna żadnych granic. Issy za wszelką cenę chciała unikać rozmów o nim, ale nie było to możliwe, gdy mężczyzna przyjechał tu za nią.
- Myślę, że powinnaś pójść z tym na policję - odezwałem się, gdy weszliśmy do naszego mieszkania.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł.
- On cię nęka, nachodzi, śledzi! Boisz się go, tak nie może być! - Krzyknąłem.
Być może trochę za bardzo mnie poniosło, ale nie potrafiłem tego tak zostawić. Może on ma jakieś problemy z głową? To, że chcę porozmawiać z córką, zrozumiem, ale czy on nie widzi, jak ona przez to cierpi? Może jemu właśnie na tym zależy...
- Przepraszam - powiedziałem cicho, podchodząc do dziewczyny - po prostu nie mogę już patrzeć na to, jak przez niego cierpisz.
- Jest dobrze. - Pokiwała głową. Na litość boską, przecież wiem, że nie jest! - Miałam dzisiaj dobry humor, nie chcę, żeby mi go całkiem zepsuł.
- Na pewno nie będziemy oglądać żadnych filmów. - Uniosłem brwi, wiedząc, że już nie dam się na to namówić.
Wrócę do tego tematu. Na pewno nie odpuszczę, uważam, że pójście na policję, będzie najlepszym możliwym rozwiązaniem.
- Idę się ogarnąć, a ty w tym czasie załatw nam jakąś pyszną kolację. - Uśmiechnęła się, kierując w stronę pokoju, a zaraz potem łazienki.
Zamówiłem coś na kolację i poszedłem wziąć szybki prysznic, mając nadzieję, że zdążę wyjść, zanim przyniosą posiłek. Gdy wyszedłem Isabelle jeszcze siedziała w łazience, no tak, ona ma wannę, więc pewnie szybko nie wyjdzie. Ledwo zdążyłem usiąść, wyjąc telefon z kieszeni i usłyszałem pukanie do drzwi. Otworzyłem je i zastałem tą samą pokojówkę, która rano przyniosła nam śniadanie.
- Dobry wieczór. - Uśmiechnęła się, podając mi tackę.
- Dobry wieczór, dziękuję. - Odwzajemniłem uśmiech, odbierając od niej posiłek.
- Jak się Państwu podoba Paryż?
- Jest naprawdę pięknym miastem. Razem z koleżanką nie zdążyliśmy jeszcze wszystkiego zwiedzić, ale myślę, że uda się to nadrobić.
Jedyne co mi się tu nie podoba to recepcjonista.
- Hotel spełnia oczekiwania? - zaśmiała się.
Wydawała się być naprawdę sympatyczną osobą, a jej pytania nie były wymuszone. Interesowało ją to, czy mieszkańcy hotelu są zadowoleni ze swoich wakacji.
- Jak najbardziej.
- Mężczyzna, który dostał zakaz wchodzenia do hotelu, kilkukrotnie próbował tu wejść. Wezwaliśmy wcześniej policję, nie chcemy, by coś groziło naszym klientom.
- Dobrze, dziękuję bardzo za informację. Czy może... - nie zdążyłem dokończyć, bo przerwał mi krzyk Isabelle.
- Harry, skarbie. Mógłbyś podać mi koszulkę?
- Tylko skończę rozmawiać z panią! - odkrzyknąłem, nie mogąc pohamować uśmiechu i ponownie zwróciłem się do kobiety - Czy może ktoś mnie informować, gdyby ten mężczyzna znowu próbował tu wejść?
- Oczywiście, przekażę. - Uśmiechnęła się. - Smacznego i miłej nocy życzę.
- Dziękuję.
Zamknąłem drzwi i o mało nie wybuchnąłem śmiechem.
- Ktoś tu nie lubi pokojówki, tak samo jak ja recepcjonisty? - zaśmiałem się, odkładając tackę i stając przy drzwiach łazienki.
- Nie, po prostu chcę już wyjść, a zapomniałam zabrać koszulkę z pokoju - burknęła - Nie będę po nią biegła w samym ręczniku.
- Dlaczego? Mogłoby być ciekawie. - Uśmiechnąłem się. - Czekaj, tylko założę koszulkę.. i spodnie.
- Otworzyłeś jej bez koszulki i spodni?! - zawołała i drzwi raptownie się otworzyły, o mało nie trafiając mnie w głowę.
Teraz już nie wytrzymałem z moim wybuchem śmiechu. Oczywiście byłem kompletnie ubrany, a Issy w tym momencie stała przede mną w samym ręczniku i przyglądała mi się z naburmuszoną miną.
- Już sama pójdę po tą koszulkę - westchnęła i pewnym krokiem udała się do swojego pokoju.
W ostatnim momencie, udało mi się pociągnąć róg ręcznika. Wiedziałem, że Isabelle go trzyma, ale wiedziałem też, że na pewno się przestraszy.
- Ciołku! Ciesz się, że nie mamy drugiego wazonu!
Potuptała szybko do pokoju i po krótkiej chwili wyszła z niego, trzymając w dłoniach piżamę. Zatrzymałem się w przejściu do łazienki, nie myśląc o tym, by tak po prostu ją wpuścić.
- Harry,  skarbie. Czy mógłbyś mnie przepuścić? - Uśmiechnęła się.
- Nie przekonało mnie to. - Zmarszczyłem brwi, zastanawiając się, co jeszcze uda jej się wymyślić.
- Harry.. balkon.
Okej, przekonała mnie. Z triumfalnym uśmiechem weszła do łazienki i zamknęła drzwi od środka. Poczekałem aż się ubierze i usiadłem na jednym z foteli. Issy miała na sobie moją koszulkę, która sięgała jej mniej więcej do połowy ud. Równie dobrze mogłaby robić z nich sukienki.
- Czy długo będę musiała... no wiesz, ten zakład. Zaczyna mnie już to męczyć - westchnęła, swobodnie opadając na fotel.
- Aż tak męczy cię bycie dla mnie miłą? - zaśmiałem się.
- A żebyś wiedział, że cholernie męczy!
- Okej, w takim razie już możesz przestać. - Wzruszyłem ramionami.
- Pod jakim warunkiem? - Uniosła brwi.
Obróciłem głowę i przyłożyłem palec do policzka, pochylając się lekko do przodu. Usłyszałem jedynie głośne westchnienie i zaraz potem głośny tupot.
- Ale nie tup tak, bo pomyślę, że jesteś zła - zaśmiałem się, widząc jej niepocieszoną minę.
- Mam dzisiaj całkiem dobry humor, więc na pewno mi go nie zepsujesz! - Szybko uśmiechnęła się szeroko i stanęła przede mną.
W momencie, gdy Isabelle uniosła się na palcach, by móc dosięgnąć mój policzek, odwróciłem głowę, a... nasze usta na chwilę się spotkały.
Balkonie.. witaj!


Isabelle? 





Dla administracji: 1563 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz